Czy to koniec zdalnego nauczania?

Jeżeli marzyliście o tym, że to już koniec nauczania zdalnego to muszę Was rozczarować. Rzeczywistość często weryfikuje w dość brutalny sposób nasze marzenia. Dlaczego to nauczanie u nas się nie sprawdza?

Nauczanie zdalne jak się okazuje wcale nie jest takie cudowne i piękne, jakby się to mogło na początku wydawać. Kto na tym zyskał a kto stracił? Przede wszystkim rodzice, którzy do tej pory całkowicie oddali opiekę nad wychowaniem i edukacją dzieci szkole. Tak, chociaż możecie mi tu wciskać jakieś frazesy, tak właśnie jest i trzeba się do tego otwarcie przyznać. Na tym nie miało to polegać ale właśnie tak było: nauczyciel ciągnął dziecko z klasy do klasy, zachęcał, dopilnowywał, ogarniał. Czasem i rodzica i dziecko.

Rzeczywistość contra Media

Czas epidemii okazał się sitem. Teraz uczniowie zostali odcięci od swoich nauczycieli a cały ciężar zachęty do nauki, motywacji, dopilnowania oraz przekazania wiedzy w przystępniejszy sposób został oddany rodzicom. największy szok przeżyli Ci, którzy posadzili dziecko do komputera z zadaniami i powiedzieli „no to się ucz” a dziecko na to, że nie. WOW! Odkrycie Ameryki! Dzieciakom nie chce się uczyć, wolą pograć na komputerze lub się pobawić. Teraz trzeba dopilnować dziecko do robienia zadań, uczenia się, często razem z nim a najczęściej (niestety) zamiast niego). Dla niektórych to był szok! naprawdę. Wszystko do tej pory zrobiła pani a teraz? Tylko chciałabym jeszcze zaznaczyć, że to obowiązek rodzica, był i będzie, a pani robi to z dobrej woli. Jej obowiązkiem jest przekazywać wiedzę! dziecko należy do rodzica! To nie tylko 500+ na koncie, ale cała góra obowiązków, które zwą się wychowanie i edukacja, nie tylko szkolna ale do życia w ogóle.

Bo zdalne nauczanie to powinno wyglądać tak….

Co człowiek to opinia. Każdy ma własną wizję jak to ma wyglądać. Wyobraź sobie, że nagle zamknięto Cię w domu z powodu epidemii i kazano zorganizować szkolenie dla 100 osób w Twojej dziedzinie (handlu, gastronomii, kosmetyce itp) Twoja firma, będzie rozliczać Cię co do minuty tak samo jak twoi uczestnicy szkolenia. Materiały jakie dostajesz od firmy: nic. Program konferencji online: dostaniesz po 1,5 miesiącu. Sprzęt: tylko twój prywatny. Obsługa sprzętu. Przypominam że zarówno uczestnicy twojego szkolenia jak i Ty nie znacie programu, w którym macie pracować. Dodatkowo musisz ich przeszkolić z tego, żeby mogli się szkolić za pomocą tego, czego masz ich szkolić 🙂

Prawda jest taka, że zdalne nauczanie sprawnie i bezboleśnie wprowadziło dużo szkół prywatnych i tych najlepszych (liceów), gdzie technologie informatyczne wprowadzone były już dawno a dzieci i młodzież uczyła się na nich zanim wszystko się zaczęło. Prawdą jest również, ze wielu nauczycieli to emeryci, którzy nie ogarnęli nowych technologii i tylko wysyłali uczniom zadania, które trzeba „przerobić”. Tak bowiem wyglądało w większości zdalne nauczanie: numery stron podręcznika i ćwiczeń. I tu zawrzało święte oburzenie, które doprowadziło mnie do łez, pokazując nas w złym świetle, nas Polaków.

Święte oburzenie

W Australii, USA, Kanadzie ale nawet w wielu krajach Europy dzieci uczą się samodzielnie. Łączą się z nauczycielami kilka razy, ale materiał przerabiają sami. Wynika to z dużych odległości, podróży, chęci kontaktu ze swoją ojczyzną (kiedy się jest w innym kraju z rodzicami). Od lat dzieci uczą się w ten sposób- samodzielnie. Muszą czytać ze zrozumieniem, zapamiętać, zrozumieć. Kiedy tego samego zaczęto wymagać od naszych „rozpieszczonych” polskich uczniów, okazało się, że to MASAKRA! Rodzice wykonywali zadania za dzieci, pisali za nie sprawdziany, brali udział w konkursie- dla świętego spokoju. Wściekli na nauczycieli, że nie uczą ich dzieci. A przecież nauczyciel wykonał wreszcie to, co powinien. ukierunkował na wiedzę i sprawdził wyniki. Nie „wyniańczył” cudzego dziecka. Jasne, ze po jakimś czasie udało się wprowadzić lekcje online, multimedialne zajęcia, nauczyciele siedzieli dniami i nocami, żeby tę wiedzę przekazać kręcąc filmy, instrukcje, przeszukując Internet w poszukiwaniu pomocy dydaktycznych nowych czasów. Ale odpowiedzialność za edukację wróciła tam gdzie powinna i załamała się!

Nie zdaliśmy sprawdzianu z samodzielności

Większość całkowicie położyła ten czas. Totalnie oblała egzamin na samodzielność i odpowiedzialność za edukację własnego dziecka. I to nie wina nauczyciela, ale braku świadomości, że dziecko, które jest pod Twoją opieką to obowiązek a nie tylko zwalanie na innych. Czy uda się to naprawić? Powstała ogromna przepaść miedzy tymi, których rodzice dopilnowali, a tymi, którzy całkowicie odpuścili. Zostali w miejscu a nawet cofnęli się. Przerzucanie odpowiedzialności zostało zatrzymane i nagle okazało się, ze nie ma nikogo, kto może i chce pomóc. A tego czasu w wielu przypadkach, i piszę to z całkowitą pewnością, nie da się nadrobić!

Bo oni muszą

Chciałabym co niektórym rodzicom przypomnieć, że korzystają z Państwowej Edukacji. Nic „oni” nie muszą”. Takie dąsy to śmiało można wygłaszać płacąc minimum 2 tysiące czesnego w prywatnej szkole. Wielu nauczycieli pokazało, że „muszą” oznacza „idę już an emeryturę i nie będę się użerać”. Nie z dziećmi, ale z rodzicami, którzy nauczyli się brać. Do tego stopnia, ze nie są w stanie dać dzieciom tego co one potrzebują. Ponieważ duża różnica jest między tym, czego dziecko chce a tym, czego dziecko potrzebuje.

Najwięcej zyskali Ci, którzy prowadzili edukację swoich dzieci, czyli nauczanie domowe. W większości tak tez wyglądało nauczanie zdalne. Rodzina odpowiada za edukację swoich dzieci a dzieci uczą się samodzielności. W wielu przypadkach się to udało. naprawdę. Dzielni rodzice często dzielili swój czas między zdalną pracę a nauczanie dzieci. Dla oryginalnego nauczania domowego epidemia nie miała wielkiego znaczenia. Praktycznie szło jak zawsze, nawet wyprzedziło pozostałe. Pokazało ile można zyskać zostając w domu i ucząc swoją gromadkę dzieci.

Gorzka pigułka

Czas epidemii pokazał wiele rzeczy. Jako społeczeństwo jesteśmy kompletnie nieprzygotowani do samodzielnego kierowania edukacją naszych dzieci. Cała odpowiedzialność za opiekę, rozwój wiedzy i wychowanie przerzucamy na instytucje jakbyśmy zamawiali jakieś usługi. Najwyższy czas przyjąć do wiadomości fakt, że szkoła to nie bar szybkiej obsługi. Że dziecko nie jest przedmiotem, który się przerzuca na czas pracy między instytucjami. Nie wiadomo jak potoczą się losy edukacji w przyszłym roku, ale im szybciej uświadomimy sobie, że to w naszych rękach leży odpowiedzialność za naukę naszych dzieci, tym szybciej damy im narzędzia do pracy: samodzielność i odpowiedzialność.

Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.