Zabijanie dobrych instynktów w dziecku! Ważny post o naszym wychowaniu!

Od niedawna w naszym domu pojawiły się nowe terminy i zastosowania do tych samych czynności. Teraz już nie myjemy rąk dokładnie, tylko szybko. Biegniemy, nie żeby się pośmiać, ale żeby być najszybszym. Samolot nie leci, ale się ściga, samochód nie jedzie, ale bierze udział w wyścigu. „A co się stanie jak?” „A jak się da najszybciej?” Młodszy wszystko musi spróbować organoleptycznie, wszystkie zabawki muszą być wycmokane, oblizane i jeśli się da, także przeżute.

Wiek pokonywania granic, sprawdzania ile się da i jak się da. Budujemy wieżę? Jak wysoką da się zbudować? Muszę koniecznie sprawdzić. Starszy syn zbiera wszystkie klocki z pokoju, przeprosił się z Duplo, usypuje zapas, wygania młodszego z pokoju i zaczyna budowę. Buduje, i to jak! Nie tyle, żeby było ładne, nie o to chodzi, żeby było wysokie, ale musi być najwyższe. Najwyższe jak się da. Nie da się, brakuje kolejnych centymetrów? Krzesełko, potem wyższe krzesełko a w końcu ” Mamo, szybko pomóż, ta wieża będzie do sufitu!” I w końcu jest! Trochę pomocy i sukces osiągnięty.

Dzieci mają naturalną potrzebę próbowania, sprawdzania, odkrywania co się d,a a co nie. Nie rozumieją pojęcia „nie da się”. Muszą spróbować, przekonać się. Nawet jeżeli czasami usłyszą od nas ” to jest niemożliwe”. Ale wyobrażacie sobie sytuację, że Einstein, Edison, nawet Steve Jobs słyszą słowa : „Nie da się, zostaw to” i pokornie schylają głowę, rezygnując ze swoich planów i projektów? Oni słyszeli milion razy „Nie da się”. I co z tego? ” Nikt wcześniej tego nie robił” I co z tego?  „Inni tak nie robią” I co z tego?

Gdyby każdy z nich zrezygnował, posłusznie usłuchał, nie bylibyśmy tu, gdzie jesteś teraz jako cywilizacja. Gdyby posłuchali „nie da się”! Nie byłoby smartfonów, nie było by tabletów,nie wspominając o laptopie na którym pisze, żarówce i paru innych rzeczach, które tak zwyczajne i naturalnie dostępne wydają się nam każdego dnia. Nie wszyscy są tak odporni jak oni, większość poddaje się od razu, co silniejsi po kilku nieudanych próbach. Brak zachęty, brak aprobaty każe rozwijającemu się potencjałowi zostawić wszystko tak jak jest. Nie sprzeciwiać się wobec obowiązujących reguł.

Ostatnio i ze względu na choroby i ze względu na choroby uwięzieni byliśmy w domu. Pomimo różnych zabaw, kreatywnych zajęć, moje dziecko potrafiło sobie wymyślić zabawy o wiele ciekawsze. Nie zawsze bezpieczne. Zastanowiłam się ile razy w ciągu jednego dnia powiedziałam mu dla świętego spokoju, że się nie da, że nie warto, żeby zajął się czymś innym. Ile razy w ciągu dnia, zabijałam w nim chęć odkrywania i przekraczania granic? Ile razy w ciągu dnia, tygodnia, zupełnie nieświadomie zabijamy w naszych dzieciach kreatywność i naturalny pociąg do bycia odkrywcą, wynalazcą? Tylko dlatego, że samym nam się nie chce!

„Dziecko jest konstruktorem dorosłego, i nie ma dorosłego, który nie zostałby ukształtowany, przez dziecko, którym był” Maria Montessori.

Każde dziecko jest genialne, rodzi się z małym zaczątkiem geniuszu. Zupełnie indywidualnego, innego od wszystkich pozostałych. I chociaż geniusz kojarzy nam się z wybitnym naukowcem, dodającym ogromne liczby do siebie i pamiętającym niezliczone ilości do danych, to okazuje się, że nie o to chodzi. Każde dziecko ma swoje indywidualne predyspozycje, żeby być genialnym w tym, czym chce. Dla jednych to będzie taniec, dla innych muzyka, dla  innych rysunek a jeszcze dla innych mechanika, na niewyobrażalnym poziomie zaawansowania.

„Dlaczego on ciągle buduje te same klocki na piłce, i tak się przewrócą!” Fakt, że dziecko próbuje budować, przekraczać granice, które wydaja się niemożliwe, nie oznacza, że jest głupie. Oznacza, że próbuje odkrywać świat, próbuje przekraczać granice (także naszej wytrzymałości psychicznej:)). Bo kto nie dostałby szału, kiedy w wysprzątanym salonie, czekającym na gości powstała właśnie kilkupoziomowa baza okryta kocami, poduszkami i wszystkim, co dało się znieść do pokoju? Są pewne momenty i granice, które sami musimy wyznaczać w naszym domu. Tu chodzi o przekraczanie norm, które powszechnie zostają przyjęte za obowiązujące, za przewidywalne.

„Mamo, w te wakacje chcę jechać na pustynię”. Stwierdzenie, nie pytanie, które rozwaliło mnie kompletnie. Czy pojedziemy na pustynię? Nie! Nie oznacza to, że jest to niemożliwe. Da się, ale w tej chwili dla nas nie jest to osiągalne. Ale czy w ogóle się da? Oczywiście. Nie zabijajmy w dziecku poczucia, że coś jest możliwe. Ta sprawa  nie dotyczy kwestii marzeń. Ich sfera wydaje się czymś abstrakcyjnym, niemożliwym i ulotnym. Naturalnym dla dziecka jest rozwijanie zainteresowania, które właśnie odczuwa. Naszym zadaniem nie jest prowadzenie za rękę, wyręczanie. nasze zadanie to delikatne nakierowanie go, na rozwiązania, które już poznaliśmy, ale które dla niego są wielką niewiadomą. Na tym polega właśnie nauczanie. Na dostarczenie narzędzi do odkrywania, badania i przekształcania rzeczywistości. Rodzice i nauczyciele na tym powinni się skupić, na pomocy dziecku w rozwijaniu własnego, indywidualnego potencjału, który w nich drzemie. Niech czują, że to, co robią jest ważne, chociaż nam może wydawać się śmieszne. Każdy pierwszy krok jest koślawy i nieporadny, ale to on jest początkiem naszej życiowej drogi.

Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.