Urodzinowo! czyli o prezentach, tortach i przyjęciu dla dzieci.

I nadszedł ten długo wyczekiwany przez nasze dzieciaki dzień. Urodziny! Czas na prezenty tylko dla nich, tort, świeczki itp. U nas roczek i pięć lat więc działo się naprawdę. Część pierwsza- tzw. rodzinna już za nami. U nas największą atrakcją są na razie „wszystkie zabawki” ale „lego najbardziej” a u młodszego wszystko co się rusza, gra i miga. Tak, samo „świecenie” już nie wystarczy! I nie ma znaczenia czy są to zabawki edukacyjne, które starczą na rok a które na kilka ładnych lat. Ważne, żeby był to ten prezent, ten wyczekiwany i sprawiający zachwyt w oczach obdarowywanego.

Nie rozumiem mam, które za wszelką cenę starają się w dzieciach wyrobić nawyk- nie lubię prezentów! Dlaczego? Rozumiem, ze nastawienie: chcę i muszę to mieć jest negatywne. Skrajne rozpieszczanie i uczenie, że należy mu się prezent nie jest dobre. Ok, zgadzam się! Już w wyobraźni widzę skrajnie rozpieszczone dzieciaki, które oczekują tylko prezentów. Ale przecież dawanie jak i otrzymywania ( przyjmowania) prezentów także trzeba się nauczyć. To my musimy pokazać dziecku szacunek do rzeczy, do podarunków i do osoby, która ten podarunek przyniosła. Ale nie ma nic złego w tym, ze dziecko wyciąga ręce po prezent zanim złożą mu goście życzenia. To małe dziecko, naprawi swój błąd, podziękuje. Najlepszym prezentem podczas całych urodzin mojego syna było „nawalanie” wujka mieczem z pianki! Serio! A potem bombardowanie z gośćmi i wujkiem na czele balonami! Oczywiście prezenty sprawiły ogromną radość, każdy z nich był wow! Każdy jest niesamowity, od rana każdy z nich został obejrzany a mój starszy syn siedzi sam z instrukcją zestawu Lego i układa klocki dla ośmiolatków! Co chwilę słyszę z pokoju ” to nie pasuje, nie ma takiego klocka, bezsensu……. a nie, znalazłem”.

I chociaż pewnie spadnie tu lawina „dobrego wychowania bez przywiązania do rzeczy materialnych” to sama uwielbiam prezenty. Moje dziecko uwielbia niespodzianki. Tak samo kocha książeczkę aktywizującą, schowana w pudełku w biureczku jak inne „kupione” zabawki. tak samo cenna dla niego jest wykonana muzyczna zabawka (popłakał się gdy pękło wieku i groch się wysypał w sypialni) jak zestaw lego, który otrzymał od swojej cioci i wujka. Oczywiście, ze jak coś zobaczy co jest „mega fajne” to opowiada nam o tym przez rok czasu, aż mu się coś innego nie spodoba. Ale nie widzę w tym nic złego.

Skrajne traktowanie otrzymywania prezentów jako coś złego tworzy w dziecku i dorosłym poczucie, ze mu się nie należy. Nie nauczy się przyjmować tego, co mu życie dobre przyniesie. Oglądałam kiedyś fajny film na studiach. Omawialiśmy kwestię podarunku. Młody dumny człowiek, nie chciał przyjąć od mentora podarunku, który mógłby mu bardzo pomóc. Były to encyklopedie. Jego Mentor powiedział wtedy ważne słowa! „Musisz nauczyć się przyjmować, żeby nauczyć się dawać!”

Dlatego moje dzieci otrzymują różne formy prezentów. Ale te urodzinowe to z „naszymi podpowiedziami” to rzeczy, które mają mu sprawić radość. Podobnie w tym roku jak Tort. Miał mieć dwie ważne i absolutnie niezbędne rzeczy: posypkę i klocki Lego! Jak na się udało? Zobaczcie na zdjęciach poniżej. Oba domowej roboty!

Dla zainteresowanych podaje przepis na torty poniżej:

Ciasto:

200 gram czekolady gorzkiej

250 gram masła

300 gram mąki tortowej

250 gram cukru

200 ml mleka

4 jajka

pół szklanki rozpuszczonej z jednej łyżki Inki

2 łyżki oleju rzepakowego

 Wykonanie: Rozpuścić w kąpieli wodnej masło, czekoladę oraz cukier. ostudzić. Dodać jajka, mleko, olej,  rozpuszczoną inkę i zmiksować. Stopniowo dodawać mąkę. Całość wlać do wyłożonej papierem do pieczenia formy. Piec w 160 stopniach przez 1, 5 godziny. Ciasto ostudzić. Przełożyć marmoladą, lud dowolny kremem. Polać rozpuszczoną czekoladą. Ja użyłam mlecznej i gorzkiej.

A teraz czas na najważniejsze, czyli klocki lego. Banalnie proste!

Tort Lego:

Lego: W małym garnku zagotować pół szklanki syropu owocowego lub soku owocowego. Do gotującego się płynu wsypać agar. Gotować jeszcze przez chwilę. Przelać do formy. Poczekać aż przestygnie i włożyć do lodówki. Używałam syropu wiśniowego, malinowego i miętowego! Żadnych sztucznych barwników.

Biszkopt przełożony został owocami: truskawakami oraz świeżym ananasem i bitą śmietaną. Pycha!

 

 

Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.