Ile cierpliwości trzeba rodzicom? Czy krzyk jest zły? Temperamenty rodziców.

Każdy ma dzień, kiedy zwyczajnie już jest wnerwiony. A to dzieci naprawdę potrafią wyprowadzić z równowagi, wszystko jakoś się rozpada a do tego przypalił się garnek z niewiadomego powodu, podłoga jest zawalona klockami, które miały być posprzątane wczoraj. Milion rzeczy a moja nerwowość wzrasta. I oczywiście, chociaż wszystko było zaplanowane co do minuty to nigdzie nie mogę z niczym zdążyć. Najgorzej jak w tym wszystkim nagle lądują dzieciaki ze swoim „Mamoooooooooooo…” I wtedy, kiedy myślę, że już jakoś to wszystko ogarnęłam, mały z wiadomego tylko sobie powodu postanawia, że będzie ze wszystkim na „Nie”, bo to on ma zły dzień! Każdy z nas zareaguję na tę sytuacje inaczej, nie dlatego, że ma inną strategię wychowania, ale dlatego, że jest inny.

Nie będzie tu serii monotonnych porad jak wychowywać dziecko! Będzie raczej ukłon w stronę rodziców, którzy mają świętą cierpliwość wobec dzieci. Wobec wszystkich nas, którzy tej cierpliwości czasem już nie mamy! Ale się staramy!

Różni są ludzie, nie idę tu w odsetki patologiczne, ale większość z nas ma swoje ograniczenia cierpliwości. Kończą się one mniej więcej przy 1500 Mamooooooo. I wtedy szybciej wpadamy w złość, zaczynamy ignorować nasze dziecko, odpowiadać mu w niemiły sposób czy szybko urywać rozmowę. Najlepiej zająć czymś innym dziecko i zwyczajnie dać sobie czas, żeby odpocząć. Tak, rodzice potrzebują dać sobie czas, potrzebują chwili wytchnienia, żeby się ogarnąć i wziąć głęboki oddech! Zawsze mówi się, żeby to dzieci miały chwilę czasu, żeby to dzieci na chwilę ochłonęły? A my? Żeby to wszystko zadziałało sami potrzebujemy chwili!

Dać sobie czas, łatwo powiedzieć. Zwłaszcza kiedy ma się temperament z tych bardziej wybuchowych a nie z tych nastawionych do świata z wiecznym zachwytem i łagodnością! Ja należę do grupy temperamentów wybuchowych. Nic na to nie poradzę. Charakter możemy kształtować, zmieniać, wypracowywać ale z temperamentem się rodzimy!

I tu pojawia się jedna zasadnicza różnica między krzykiem, podnoszeniem głosu, bo taki mam temperament a krzykiem, którym chcemy ukarać dziecko. Krzyczeć można na sytuację, na wszystko co rzeczywiście nas denerwuje ale nie na dziecko.

Nie oznacza to, że jeden rodzic jest gorszy lub lepszy ze względu na swój temperament. Po prostu nie wymagajmy, żebyśmy wszyscy tak samo reagowali na to samo wydarzenie! Podobnie jak rodzice, tak i dzieci mają swoje temperamenty. Do jednych dotrzesz cichymi słowami zachęty, do innych wesołymi zawołaniami a do innych? Krzykiem? I tu niestety sprawdza się jedno. Niezależnie od temperamentu, krzykiem nie dociera się do dzieci. Łatwo powiedzieć. Ale zauważyłam wielu genialnych rodziców, którzy krzyczą. Ale nie na swoje dzieci! Ciekawe, prawda? Krzyczą, bo muszą sobie pokrzyczeć! Na głos wypowiedzieć swoje myśli, wykrzyczeć je z siebie! Dzieci nie czują się urażone, wystraszone. One wiedzą, że ich rodzić musi sobie pokrzyczeć a i tak je kocha! Ale jednocześnie w tych krzykach nie ma gróźb czy wyzwisk, nie ma poniżania i dołowania.  Zaraz zacznie się tu seria miliona privów, co ja wygaduję, raczej wypisuję. Ale tak jest! W naszym dość chłodnym na reakcje kraju to mało spotykana wersja. Ale okazuje się, że okrzyki są reakcją na wszystko dookoła niezależnie od panującego schematu zachowań. Prym wiodą w tym Amerykanie. Od zachwytu przez głośny żal. Śmieszy mnie to bardzo, ale to jakiś narodowy schemat. Nie tylko Nerwy! Przyjęło się u nas, że jak ktoś krzyczy to jest nerwowy! Nie jest to prawdą. Krzyk kojarzymy jedynie z czymś negatywnym. Podniesienie głosu- nagłośnienie dźwięku – zaraz okazuje się krzykiem. Ale przecież może być również ekscytacją, radością, okazywaniem uczuć negatywnych i pozytywnych.

Wypracowana przez lata cisza, może być gorsza niż krzyk. Niż emocje. Emocje łączą, emocje dzielą. czasem więcej emocji może być w okrutnych i chłodnym powiedzeniu „co ty zrobiłeś” niż w krzyku!

Główne temperamenty to choleryk, melancholik, sangwinik i flegmatyk. Naprawdę rzadko występują w formie czystej ale zawsze jest przewaga jednego z głównych temperamentów.  Kiedy zagłębiałam się w ten temat, doszłam do wniosku, że wokół temperamentów narosło wiele nieprawdziwych stereotypów.

Tak jak np. choleryk, z samej swojej nazwy, zazwyczaj kojarzony jest z tym, ze co chwila „go cholera bierze!” ale okazuje się, że to typ przywódczy, charyzmatyczny, pełen energii, który potrafi pociągnąć za sobą innych do działania.

Flegmatyk to nie osoba „flegmatyczna”, z natury ospała i powolna. Flegmatyk musi wszystko przeanalizować, działa z rozwaga i nie chce wchodzić w konflikty, zazwyczaj ich unika. Ale jeśli już bierze w nich udział- Auć. Nie radze wchodzić mu w drogę.

Sangwinik to osoba wysoce towarzyska ale nie koniecznie empatyczna. Żyje z otoczenia innych ludzi, żyje wśród ludzi, lubi mówić, działać wspólnie, często jest kompletnie niezorganizowany, ale świetnie improwizuje.

Melancholik wcale nie musi być pogrążony w czarnych myślach. Po prostu wszystko przeżywa głębiej- jak smutek to depresja, jak radość to euforia. Wyczulony nadmiernie, dlatego dąży do perfekcji, pedantyzmu.

Każdy z nas ma w sobie temperamenty wymienione powyżej ale w różnym stopniu. Podobnie jak rodzice, dzieci rodzą się ze swoimi „skłonnościami” do temperamentu choleryka czy melancholika. Ale nie wyobrażam sobie, żeby nagle rodzic melancholik próbował zrobić z dziecka choleryka na wzór siebie melancholika. Dlatego myślę sobie, że my też nie próbujmy z rodzica choleryk nagle robić melancholika!

Chociaż łatwiej nam wyrażać gniew przez krzyk, nie zawsze jest on jednoznacznie negatywny. Ktoś mówi głośno do swojego dziecka, nie oznacza to, ze jest od razu złym rodzicem. Zależy co zawiera ten krzyk. Zależy co przekazuje. zarówno szeptem jak i krzykiem można zranić.

 

Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.