Szczęśliwe złamanie czy nieszczęśliwa historia, co nam daje prawo do użalania się nad sobą?

Niespodziewanie wczoraj doszło do ataku śmiertelnie niebezpiecznej kanapy z salonu na człowieka. Walka była wyrównana, ale zwyciężyła kanapa, a raczej jej drewniana nóżka.

Z powodu „małego” wypadku w domu, musiałam wczoraj pojechać na SOR do szpitala. Spędziliśmy tam kilka godzin i jak się okazało, uraz wcale nie jest taki delikatny. To złamanie. Do ostatniej chwili miałam jakąś nadzieję, że to może zwichnięcie, obicie, wybicie a nie złamanie. Zdjęcie nie dawało żadnych wątpliwości. Kurde, wyraźna krech, odstęp i przesuniecie na bok! Nic dziwnego że palce u nogi ułożyły się w literę V.

I tak właśnie sycząc co chwilę z bólu staram się nie użalać nad sobą. Wypadki chodzą po ludziach, tym razem, jasny gwint, padło na mnie. Może i byłam na początku rozmazana cała od płaczu z bólu, zła jak to mogło się stać? Już się wkurzam, że lekarz w szpitalu dał mi skierowanie na zdjęcie kontrolne nie na tą nogę co mam złamaną! Pewnie jeszcze nie raz, pewnie z milion razy, dzisiaj będę narzekać jak to mnie boli! Pewnie będę burczeć od nosem, że  skaczę na jednej nodze i nic nie mogę zrobić. Pewnie będę wściekać się, że nie mam tyle sprawności, żeby zająć się domem i dzieciakami a nic nie jest tak zrobione, jak ja bym tego chciała. Pewnie będzie milion rzeczy, na które dzisiaj, jutro i przez następne dwa tygodnie będę narzekać!

Ale tak w sumie to dochodzę do wniosku, że jestem szczęśliwa. Nawet powinnam być wdzięczna za to złamanie. Tylko złamanie.

W szpitalu czekając tyle godzin w kolejce przecież nie byłam sama. Byli ludzie z wypadków, nieprzytomni, przywożeni karetkami. Ludzie ze złamaniami gorszymi niż moje, nawet małżeństwo po wypadku samochodowym. Widziałam jak spanikowane rodziny przyjeżdżały do szpitala wypytując o swoich najbliższych, jak wystraszeni wysiadali z windy na piętrze SOR. Ale nikt nie płakał. Niektórzy się śmiali, inni żartowali. Nie widziałam użalających się nad sobą ludzi. Dlaczego ja miałabym to robić? Nie boli? Boli, boli jak cholera ale zawsze mogło być gorzej. Jestem w domu z moimi dzieciakami, które chyba dość mają burczącej na wszystko matki. Ale może i to dobrze, bo ból powstrzymuje mnie przed ciągłym „podaj, przynieś, przyjdź”. Trochę więcej samodzielności nie zaszkodzi.

I najważniejsze to mi się stało, mnie osobiście ta noga boli i mnie osobiście musi się to zrosnąć a nie mojemu dziecku! Każda matka wie, jaka to straszna bezsilność, gdy nie można pomóc swojemu dziecku, gdy cierpi. Gdy więc nie możesz zrobić, tylko być obok. A przecież bez zastanowienia od razu, gdybyś tylko mogła, wzięłabyś na siebie ten ból! A ja mam szczęście, że to nie moje dziecko cierpi.

Dalej mogę być Matką Polką karmiącą, bo dostaje przeciwbólowe doustne. I wcale nie jestem dzielna. Dobrze, że nie widzieliście mnie zaraz po wypadku, zaryczaną i zasmarkaną całą, z nogą w zimnej wodzie. Ale w sumie mam wielkie szczęście więc wstyd mi się nad sobą użalać. Ponarzekać i pomarudzić nie omieszkam, ale użalać się nad swoim nieszczęściem nie będę, bo przecież w gruncie rzeczy to jest wiele rzeczy za które powinnam dziękować.

 

 

Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.