Nowe, stare i jeszcze starsze- czyli czego nie wolno Ci tknąć w pokoju dziecka!

I oto nadszedł dzień, kiedy zabawki, instrukcje, katalogi, kredki i inne przedmioty należące do mojego starszego dziecka nagle przestały się mieścić w pokoju. Z niektórych już dawno wyrósł a o innych zwyczajnie zapomniał. Postanowiłam dzielnie, razem z nim przejrzeć te całe nagromadzenie przedmiotów. Niektórych nawet nie jestem w stanie określić ( skąd się wzięły i do czego służą).  Przecież to ważne, żeby on sam był w stanie ten swój mały świat porządkować! Pełna energii, jeszcze jakimś cudem pozostałej po sprzątaniu salonu, zabrałam się do dzieła. Wszędzie leżały kupki zabawek, które chociaż mają swoje miejsca, skrzynki, kosze, pudła i tak wędrują w najróżniejsze części pokoju. Stałe miejsce mają tylko Lego. Inne zabawki i przedmioty często zmieniają swoje lokum.

Myślałam, że skoro pokrywa je kurz zapomnienia i walają się bez ładu i składu sprawa będzie prosta. Jakże się myliłam!

Zaczęłam od książek i papierów, ale im więcej przeglądaliśmy, tym więcej pozostawało rzeczy! Wszystkie stare rysunki okazały się „patrz jakie to piękne, prawda?” a każdy stary katalog klocków Lego miał coś, czego nie miał ten nowy! I nie miał znaczenia fakt, że ten stary katalog to już teraz tylko kilka porwanych i wygniecionych kartek. W końcu krakowskim targiem udało się wyrzucić wszystkie katalogi, które są porwane i nie maja większości kartek i okładki (ale każdy z nich mój syn dokładnie przejrzał i przeanalizował). Potem ruszyłam w stronę starych papierowych samolocików (mój syn stwierdził, że musi każdy z tych samolotów przetestować czy jeszcze lata), w końcu większość trafiła do śmieci. Okazało się, że to jest tylko połowa pierwszej półki!

Przeszliśmy do książek, okazało się, że wszystkie są ważne, interesujące. Tylko te, które były z dopiskiem  „przedszkolny zestaw zadań” okazały się stare i niepotrzebne. Dawno nieoglądane książeczki puzzle nagle zostały otworzone wszystkie na raz i każda musiała mieć ułożone od nowa!  Podobnie książeczki o twardych, tekturowych i mocno nadgryzionych ( nie zębem czasu ale małymi, pierwszymi ząbkami naszego pierworodnego) okazały się „patrz jakie to piękne, prawda?”

Nawet nie doszłam jeszcze do reszty zabawek, bo przy trzeciej półce się poddałam. Nie miałam już siły, za to moje dziecko zdążyło powyciągać z worka wszystkie „zabawki”, które ja uznałam za plastikowe zepsute fragmenty niewiadomego pochodzenia i przeznaczenia. Wszystkie okazały się „potrzebne”, jego „niezastąpione i wspaniałe”.

Poddałam się i wrócę do tego sprzątania później, kiedy już tez niezastąpione rzeczy zaczną się wylewać z półek i szuflad. Na razie rozglądając się po pokoju stwierdziłam leniwie, że w sumie to nie jest tak źle i że można to przełożyć na kiedyś indziej.

Dodam tylko, że zajęło nam to 3 godziny.

Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.