Korepetycje. Rodzice kontra nauczyciele!

Jako studentka  a później jako młoda nauczycielka udzielałam korepetycji. Zawsze zastanawiała mnie i powalała jedna rzecz: jak rodzice, przyprowadzający dziecko wyobrażają sobie, że podczas jednych zajęć, 45 minutowych lub godzinnych, da się nadrobić pół roku Nie Uczenia Się!

Sto tematów w 45 minut!?????????????????????

Policzmy tak ogólnie. Jeżeli chodzi o Język polski to aż:

  • 225 minut w tygodniu
  • 900 minut w miesiącu
  • 4 500 minut w semestrze

Czyli teraz Mamusia lub tatuś uważa, że ich pociecha jest w stanie materiał z  4 500 minut opanować w 45 minut! Wow! Skoro dziecko jest tak genialne, to po co mu, do jasnej Anielki, korepetycje!? Taki geniusz trzeba koniecznie rozwijać!

A poważnie. Jeżeli decydujemy się na korepetycje, czyli dodatkowe zajęcia dla dziecka, to musimy wziąć pod uwagę, czemu mają służyć takie lekcje.

  1. Dziecko nie radzi sobie z bieżącym materiałem, ma zaległości (korepetycje raz lub dwa razy w tygodniu, żeby pomóc z codziennymi lekcjami). Tutaj jedna lekcja nie wystarczy „bo jest zagrożony” tutaj potrzeba pomocy do końca roku szkolnego.
  2. Dodatkowe zajęcia ze specjalistą z danego przedmiotu z powodu specyficznych trudności w nauce np. dysleksja (cały rok szkolny).
  3. Poszerzanie wiedzy, zdobywanie najwyższych ocen. Tutaj moim zdaniem dziecko samo powinno sobie radzić, ale są i tacy, którzy myślą inaczej! Jedyny przypadek, w którym uważam, że warto inwestować w takie zajęcia przez cały rok to przygotowanie do egzaminów końcowych albo nauka języka obcego.

Korepetytor korepetytorowi nie równy!

Jak wybrać dla dziecka odpowiedniego nauczyciela? Internet pełen jest ogłoszeń. Zasada prosta. Im korepetytor ma mniej wolnych terminów tym lepiej. To znaczy, że jest dobry! To, ze ktoś jest nauczycielem, nie oznacza, ze będzie świetnym korepetytorem. Miałam studentów, którzy genialnie potrafili przygotować dzieciaki z różnych przedmiotów. Sprawdza sie to zwłaszcza, przy języku obcym.

Głupota i niesmak

Najbardziej jednak denerwuje mnie, kiedy rodzice proszą nauczyciela uczącego dziecko o korepetycje! Nie czujecie niesmaku? Jak nauczyciel ma uczyć to samo dziecko w szkole i poza nią? Zastanówcie się trochę drodzy rodzice! Nie uważacie, ze to „niemoralna propozycja”?

Osobiście pierwsze zajęcia poświęcałam na określenie poziomu „zaległości” u dziecka. A następnie określałam możliwość doboru materiału i czasu. Trochę dziwię się, ze ktoś oferuje pierwsze zajęcia za darmo. Mam wrażenie, że korepetytor musi być naprawdę zdesperowany, skoro reklamuje się darmowymi lekcjami!

Lepszy starszy korepetytor niż młody student!

Bzdura! Znam genialnych studentów, dzisiaj pracowników renomowanych firm i korporacji, których uczniowie dostali się na studia i z powodzeniem zdali matury.  Mam również znajome koleżanki, które na emeryturze udzielają korepetycji „bo kochają uczyć” i są w tym świetne (wybierają sobie uczniów i ciężko się do nich dostać na korki). Nie ma reguły. Dlatego absolutnie nie można skreślać kogoś z góry ze względu na wiek.

Obecność podczas lekcji

Warto jeśli rodzic siedzi na pierwszej lekcji czytając gazetę ( Albo coś na tablecie) i posłucha jak wygląda lekcja. Często jednak dzieci krępują się i stresują przy rodzicach! Dlatego warto, aby lekcja odbywała się tylko z korepetytorem ale np. przy otwartych drzwiach jeśli rodzic ma takie życzenie.

Na zakończenie, prawda jest taka, że jeżeli dziecko ma problemy z jakimś przedmiotem warto najpierw korzystać z pomocy szkoły a jeśli to nie pomoże z korepetycji przez cały rok. Jedna lekcja może pomóc nadrobić jeden temat, dział ale nie cały semestr.

 

Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.