Zasrane sprawy obsranych dzieci

Pielucha bez kupy, musicie wierzyć na słowo, ale po co wyobrażać sobie więcej niż jest?

W każdym rodzicielstwie, piękniej lub realniej opisywanym, przychodzi czas na Kupę. Sprawa niby oczywista, ale dla większości normalnego społeczeństwa TABU. Bo przecież całkiem niedawno wybuchła wielka afera, że taka a taka matka przebierała dziecko w autobusie. Szybko, raz dwa i po sprawie. Ale nie, taki a taki kierowca musiał takową matkę wyrzucić a ta musiała walczyć o swoje.  Sprawa wyraźnie śmierdzi, i to pod każdym względem. Ale co robić?  W końcu o kupę chodziło.

Kupologia, coraz szersze kręgi zatacza bo jak się okazuje, spraw śmierdzących i zasranych trochę nas otacza. Skupiając się jednak na bardziej przyziemnym względzie tejże nauki, istnieje grupa społeczna bardziej niż inne, zmuszona do poznawania jej tajników.

Ten kierunek i dział musi ukończyć każdy rodzic, czy tego chce czy nie. A mianowicie, pierwszy raz przy pojawieniu się malucha. Ile miał kupek, a jakiej konsystencji, jakiego koloru? Przy pierwszym maluchu lataliśmy jak wariaty sprawdzając każdą pieluchę. Teraz już nam tak nie odbija. Podobno jest taka anegdota. Przy pierwszym dziecku zmienia się pieluchy hurtowo. Co chwilę, siusiu, zmiana, kupa, zmiana, bączek zmiana, zbyt długo sucha, zmiana. Przy drugim dziecku:- o, zapełniona, zmieniamy. Przy trzecim dziecku zmienia się pieluchę dopiero, kiedy towarzystwo dookoła zaczyna się skarżyć. Coś w tym jest, bo rzeczywiście, przy kolejnym dziecku już nie panikujemy.

Co do przebierania dzieci, sama raczej nie pcham się na widok publiczny. Bo komu ta kupa i do czego potrzebna? Ale prędzej czy później temat powraca. Bo rodzice sami poszukują informacji w Internecie i starają się na widok publiczny raczej nie wyciągać tak zasranych spraw. A przecież jest ona na tyle niewygodna, że lepiej zostawić dziecko z pieluchą aż do wieku niemal 4 lat! Chociaż słyszałam również o dzieciach starszych, zupełnie zdrowych, którym pieluchę na noc zakłada się w wieku 6 lat.

Dla zainteresowanych kilka informacji przypominających jak powinna wyglądać kupa niemowlaka- tematem kupologii przestudiowany, wciąż jednak brak odpowiedniej instytucji, która by zaświadczenia poświadczające wiedzę, swego rodzaju certyfikaty, wręczała.

Kupa u niemowląt:

Kupa 1. Powinna być żółta- do jasno brązowej, przez kolor musztardowy. Papkowata. Tak wygląda u dzieci karmionych piersią. Wybaczcie rodzice, ale nie będę zamieszczać tutaj zdjęć poszczególnych kupek! Aż takim hardcorem nie jestem! Raczej kwaśny zapach ( podobno od bakterii kwasu mlekowego). Mogą pojawiać się takie grudki białe- niestrawione resztki pokarmu.

Kupa 2. – Odcień jaśniejszy, gęstsza od poprzedniej lub odcień ciemniejszy. Jeżeli dokarmia się lub karmi mlekiem modyfikowanym.

Kupa3. – Ciemniejsza, smolista lub bobki jak u małego króliczka- dziecko ma zaparcia i powinno się zgłosić do lekarza.

Kupa 4.- Kupa papkowata ale z zielonym odcieniem. Może ale nie musi oznaczać coś niepokojącego. najczęściej to zmiana w diecie matki ( jeśli jest karmione piersią). W odnalezionych materiałach znalazłam, ze wpływa na to zawartość żelaza, ale kiedy ze starszym synem chodziliśmy do lekarza w sprawie kolek, taka kupa pojawiała się że względu na kropelki przeciwkolkowe.

Kupa 5. – Odcień brązowy ale z dodatkiem śluzu, ropy i krwi! DO LEKARZA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

I tak dokonaliśmy pobieżnego przeglądu kupologii wstępnej. Jeśli ktoś myśli, że na tym kończy się ów dział, bardzo się myli. Dziecko rośnie a z nim wymagania. Zwłaszcza żywieniowe i tutaj także trzeba się wysilić, cóż sprawa wyjątkowo przesrana. Należy pilnować, czy podawane pokarmy nie wpływają na zatwardzenie u dziecka i podawać takie, które wspomogą naturalną pracę jelit.

Można by rzecz, że to wszystko, sprawa czysta i higienicznie załatwiona. Ale rodzice naprawdę mają przesrane, bo następuje etap nauki robienia kupy na nocnik. A troszkę to trwa. (O naszych przejściach, gdzieś już tam pisałam, ale pewnie temat wróci pod natchnieniem młodszego żuka). Kiedy już wetkniemy sztandar zwycięstwa, kupa atakuje z innej strony. Teraz nauczmy nasze dziecko załatwiać swe potrzeby- srać jednym słowem, gdyby ktoś nie zrozumiał (kupodzić?) na toaletę. I tu nie byłoby tak źle, gdyby nie fakt wycierania obsranego tyłeczka. Jeżeli ktoś nigdy nie miał obsmarowanej kupą toalety albo chociaż dziecka, które wycierając swoją pupcię zużyło pół rolki papieru toaletowego, gratuluję! Widocznie Wasza niania tak miała.

W domu jeszcze jakoś tę zasraną sprawę kupy jesteśmy w stanie ćwiczyć i monitorować. Jednak w przedszkolu? Dziecko musi poradzić sobie samo. I cóż, zdarza się, że i tam jest problem. Na szczęście, jeżeli jest asystent pani przedszkolanki, czyli dodatkowy opiekun wspomagający ( pani od przytul, wytrzyj, zapnij itp) to na początku, zwłaszcza maluszkom pomaga w tej kwestii. Walcząc z moją pociechą o jego samodzielność doznałam lekkiego szoku podczas spotkania z rodzicami, którzy zarzucili wychowawcy grupy starszych  przedszkolaków, że ich dzieciaki, mają nie do końca wytarte tyłki i wracają obsrane do domu.  Wychowawca oświadczył, że on od wycierania dupek nie jest ( nie kończył kupologii), ale nauczyciel wspomagający, tyle że starszaki już muszą sobie radzić same w sprawach higieny z małą pomocą dorosłych. I tu ku mojemu zaskoczeniu zalała salę fala pretensji. Przecież to trzeba pomóc itp itd. No do jasnej cholery. Człowieku, przepraszam, to nie to samo, Rodzicu! Obsrany tyłek Twojego dziecka to tylko i wyłącznie TWOJA Zasrana  sprawa! Sam musisz przez to przejść a nie zwalać obowiązek na innych! Nie jestem mamą siedzącą tylko w domu (nie mam nic do mam, które na to się decydują, usłyszałam jednak takie określenie lekceważące wobec mojej osoby wiec prostuję), też pracuję ( teraz mam macierzyński, Oł JE!).  Ale dzieci to obowiązki!  Przykre, ale prawdziwe. Śmierdzący temat, ale potrzebny. Bo rodzicielstwo może i błogosławione, cudne i wspaniałe, ale czasem też zasrane.

Nestii

 

 

 

Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.