Powrót z innego świata- baby slow life

Czy istnieje w ogóle coś takiego jak slow life przy tak energicznym dziecku? Cóż, obiecywałam sobie, że w tym roku na pewno będę miała więcej czasu na bloga ale okazało się, że moja praca wyssała mnie całkowicie z czasu, siły i zdrowia. Co to za zła praca? Cóż nie jest zła, ale wymagająca, na co dzień pracuję z dziećmi, gdzie trzeba mieć 5 pomysłów na minutę. Moją pracę z nimi opisuję na blogu poświęconym dla nich i ich rodziców: www.polskisp63.blogspot.com
Dzisiejsze nauczanie różni się kompletnie od tego, które ja pamiętam z dzieciństwa. Nauczycielka z kawą i dziennikiem przemierza korytarz, wchodzi do sali i każe przepisywać notatkę. Cóż, ja nie mogę się ogarnąć, tyle tych wszystkich dodatkowych rzeczy mam, pomocy, materiałów, ćwiczeń, książek, wklejek, brystoli, czasopism itp Nie wiem czy gdzieś istnieją jeszcze takie panie nauczycielki, słyszę, ze na pewno gdzieś tak. Ja pracując w różnych szkołach spotkałam ich kilka, jedną taką co otwarcie powiedziała, ze ona dzieci nienawidzi. Matko, rodzice nie zdają sobie sprawy, ile to trzeba pracy włożyć w to wszystko.
Skoro mnie to moje życie zawodowe wyssało, trzeba dodać ze zdrowia najbardziej, bo wciąż łapie się na tym, że mam nowe pomysły, zapalenie płuc trzeba wyleżeć. Co najgorsze mały tez podłapał i tak sobie chorujemy razem.
Siedząc sobie unieruchomieni na Święta, przeanalizowaliśmy nasze życiowe priorytety. Małemu brakuje zdjęć, agent lubi łazić z mamą wszędzie i pozować a mnie brakuje odstresowania w formie hobbistycznego blogowania. Może czas wrócić, trochę do czegoś co sama lubię robić?
Mam nadzieję, ze nam się uda. A tyle się u nas dzieje, tyle nowych rzeczy mnie ciekawi i interesuje. Odkrywamy razem z małym skrzatem nowe zabawki, książki, jedzenie. W tym roku wygrywają liczi i mandarynki. Pierwszy nazwany przez moje dziecko owoc- LICZI. Ja pewnie mówiłam Apko, ale czasy się zmieniają. Tutaj taki mały przegląd tego roku:

 Mały ma naprawdę spory apetyt, wcina wszystko co świeże i kolorowe.

 Żałujemy , ze w tym roku tak krótko byliśmy nad morzem, może w przyszłym się uda.

 Obsesyjne układanie pod linijkę  nie minęło. Za to mniej występuje.

 Wózek bebetto jeszcze nam służy, rośnie z małym. Na dalsze wyprawy zabieramy go ze sobą, ale tak wszędzie niosą małe nóżki.

 Ja sam, to chyba motto mojego dziecka. Wędrować sam, myć rączki sam, jeść sam, układać sam, ale żeby mama była w pobliżu:)

 Wycieczki rowerowe okazały się sukcesem. Mały ma fotelik z tyłu na rowerze taty i zwiedza. Nie płacze, nie marudzi, bardzo mus ie podoba:)

Nareszcie mamy balkon i możemy się namaczać w misce, podczas upałów. Skrzat szybko polubił nowy domek, nie bał się nie płakał. Śpi sam w swoim pokoju, co prawda trzeba do niego wstawać jak kiedyś, ale bez problemu zrozumiał, ze tam jest jego wyłączna przestrzeń, co bardzo mu się spodobało. Żałujemy tylko, ze przez remonty i urządzanie domu nie mieliśmy wakacji i praktycznie jesieni też. Dopiero teraz odpoczywamy. Mamy nadzieję, ze nadrobimy to w przyszłym roku.
Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.