Nasz Pierwszy Camp – Zatonie 2013

Mam jak najlepsze wspomnienia jeżeli chodzi o campy w Zatoniu- chrześcijańskie spotkania namiotowe, które odbywają się co roku w lipcu. Tym razem odwiedzaliśmy to miejsce tylko w soboty, urlop spędzaliśmy gdzie indziej. Nie mogliśmy nie przyjechać do Zatonia ( koło Złocieńca, Drawska Pomorskiego). I tym razem spotkaliśmy mnóstwo znajomych. W zeszłym roku o tej porze roku dochodziłam jeszcze do siebie a mały miał zaledwie 1,5 miesiąca. Wyjazd był wykluczony. Ale tym razem nam się udało. 


Każdego roku zjeżdżają się całe rodziny. Obiekt jest strzeżony, na plaży nad jeziorem jest ratownik, stołówka, kawiarnia campowa, bufet i tradycyjna zupa opolska z kotła do wyboru. Do tego w Dużym namiocie do wyboru warsztaty i wykłady o tematyce religijnej i zdrowotnej. Dla dzieci dodatkowo osobny program.

Maluszek był lekko zszokowany wielkością namiotu. Chociaż mnie osobiście podobał się namiot z poprzednich lat, dało się jakoś wysiedzieć dorosłym. Na drewnianych ławkach jakoś się wysiedzi. Za to po części nabożeństwa, kiedy była przerwa, mały buszował między ławkami. Wcale się nie bał i ciągle uciekał. Takie atrakcje, tylko raz do roku.

Na ten camp patrzyłam z innej perspektywy. Cała masa wspomnień- kiedy byliśmy wszyscy jeszcze młodzi, hehehe byliśmy dzieciakami- i zderzenie z rzeczywistością potrzeb nastawionych na naszego synka. Czyli czy w środku nie jest za gorąco, za zimno. Jak wjechać naszym terenowym wózkiem do namiotu i ustawić go miedzy ławkami. Skoro jestem już przy wózku między ławkami- troszkę zaskoczyli mnie ludzie rozkładający leżaki między rzędami ławek. Rozumiem, że można ustawić je obok, ale między? Nie dało się usiąść!!!!!!

W końcu najlepszym patentem okazało się trzymanie wózka na zewnątrz namiotu i siedzenie w namiocie. Może brzmi to dziwnie, ale biorąc pod uwagę rozsuwane ściany, udało się. Nie na długo, ale chociaż na trochę. Można było posłuchać niesamowitych doświadczeń ludzi. Mnie najbardziej utkwiły w pamięci relacje człowieka, który prowadził sierocińce w Azji. Opowieści o dziewczynkach ( 9-13 lat), które ratowali z domów publicznych, w których umieszczała je rodzina. Nie mieści mi się to w głowie. Dzięki oddanym i wierzącym ludziom, oraz Bożej pomocy, dziewczynki otrzymały wykształcenie, założyły własne rodziny. Żyją szczęśliwe.

Na campie nie zabrakło również pieśni. Zespół całkiem dobrze sobie radził. Chociaż dla naszego szkraba to było trochę za głośno.

Rozczarowały mnie dwie rzeczy. Pierwsza to brak zaplecza dla matek z dziećmi tak małymi- a było ich troszkę. Jakoś sobie kobiety dawały radę, ale miło by nam było, gdyby ktoś o tym na przyszłość pomyślał. Może zachęciłoby nas to do przyjazdu na dłużej. Jakaś toaleta poza tymi wielkimi? Przewijak?

Druga, to parkowanie w sobotę- dzień, kiedy największa liczba ludzi przyjeżdża w odwiedziny, poza granicami campu. Czyli przed bramą i co prawda w wyznaczonym miejscu, ale kawałek drogi. Może nie dla mnie ale dal małego z pewnością. Na szczęście pilnujący parkingu i bramy wjazdowej, byli tak uprzejmi, ze pozwolili nam wjechać autem, żebyśmy nie musieli się co chwile wracać do samochodu po rzeczy dla małego szabrownika:) 


Udało nam się także skorzystać z wody w jeziorze. Małemu przypadła jakoś mniej do gustu niż morze, ale tatuś troszkę go zamoczył. W końcu było tak ciepło, ze trzeba było się ochłodzić.

Jak zwykle, można było znaleźć coś dla ciała i dla ducha. Ciekawa jestem czy nasz szkrab będzie pamiętał swój pierwszy wyjazd na camp. Rozmarzam się i śmieję się sama do siebie, kiedy pamiętam nasze wyjazdy pod namiot. Przeciekający w deszczu tropik, warty, cudowne wykłady i niesamowicie mówcy- goście z całego świata, od Korei, przez USA, Kanadę, i całą Europę aż po Afrykę. Tyle budujących myśli. Może dla kogoś nie wierzącego to żadna atrakcja, ale dla mnie takie miejsce to urlop w środku i na zewnątrz. Nawet jeśli można tam było zajrzeć tylko na krótko:)
Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.