Powrót do pracy- dzień pierwszy

Jest już prawie 23, padam z nóg. Co prawda mój pierwszy dzień w pracy był w poniedziałek, ale dopiero teraz znalazłam chwilę, żeby zerknąć na bloga i coś napisać. Strach i obawy?

Pierwszy dzień był dla mnie naprawdę stresujący. W nocy z nerwów nie mogłam zasnąć a wstawałam wcześnie rano. Byłam bardzo zestresowana. Układanie dodatkowych godzin, stres z pierwszym dniem w pracy a na dodatek zmierzenie się z naszymi „specjalnymi” klasami. To wyjątkowe połączenie agresji, z **** Taka trudna szkoła- zresztą gimnazjum. Nie muszę dodawać, że rzecz jasna nie wszystko w pracy było tragiczne. Do tego cały czas myślałam, czy mój skarb zjadł kaszkę, czy wypił odciągnięte mleko, czy płacze, czy dobrze się czuje. Został pod opieką mojej mamy, wiec wszystko ok, ale jakoś nie mogłam się uspokoić. Nie ryczałam w każdym razie, gdy rano wychodziłam do pracy. Oczywiście musiałam zadzwonić z kilka razy- mały nic jeszcze nie mówił ale śmiał się słysząc mój głos w słuchawce. 
Dodatkowo zestresowała mnie dyrektorka żłobka drugiego wyboru- oddalonego sporo od mojego domu! Zadzwoniła w czasie przerwy!: ” Pani ma dziecko do żłobka, jest miejsce, proszę się zdecydować czy pani chce!”  Była w lekkim szoku.  Ale co? jak? Kiedy? Kim pani jest? Dopiero po chwili dowiedziałam się, ze zwolniły się miejsca i od jutra moje dziecko powinno się stawić w wymienionej placówce. „Ja muszę się chwilkę zastanowić, męża powiadomić, jak transport itp” ” Ma pani pięć minut, proszę oddzwonić!” Byłam jeszcze bardziej zestresowana! Co za kobieta? Mam 5 minut? Po krótkiej rozmowie telefonicznej z mężem i mamą stwierdziliśmy, ze to nie jest najlepszy pomysł i poczekamy na żłobek, który wybraliśmy, widzieliśmy, obejrzeliśmy i jest blisko naszego domu. 

Byłam w takim napięciu, ze nie jadłam cały dzień w pracy- nie byłam w stanie.

Cały dzień przeżyłam, ułożyłam wszystko, wróciłam do domu! Kiedy mały mnie zobaczył nie krzyczał, nie rzucał się  nie śmiał się, nie machał rączkami. Otworzył szeroko buzię i się patrzył jakby zobaczył ducha. Po chwili był już na moich rękach. I od tego momentu już mnie nie puścił wcale! On się tulił a ja ryczałam! Razem poszliśmy na popołudniową drzemkę a wieczór maluszek nie odstępował mnie na krok- ja zresztą jego też. Wieczorem tylko załapałam lekką depresję, ze tak mało mleka udało mi się odciągnąć! Pewnie przez stres.

Kolejnego dnia było już lepiej. Mleka też było więcej. Dzisiaj w pracy ciężko, ale powoli dajemy radę. Padam, ale już nie ryczę, mały też już się powoli oswaja.Przed nami długa droga.
Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

4 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.