Gen brojenia i dziki dzik

Na samym początku miałam wrażenie, ze ubieram porcelanową laleczkę z najcieńszej i najcenniejszej na świecie porcelany. Kiedy zakładałam po raz pierwszy śpioszki w szpitalu, trzęsły mi się ręce. Pewnie też z przemęczenia ale drżałam o tego małego noworodka. Zresztą on wykrzykiwał z siebie cała zawartość płuc- tak bał się ubranka. W brzuszku mamy go nie potrzebował a tu jego skórę otacza jakiś materiał. 


Dziś drżenie rąk zastąpiło trzymanie wyrywającego się i wierzgającego, małego dzikusa, który co prawda nie plącze  śmieje się, ale utrudnia jak tylko może. Założenie skarpetek na te małe stópki, będące w ciągłym ruchu to naprawdę mistrzostwo świata  Kiedy zmiana pieluchy jest kwestią spokoju- kto bowiem chciałby siedzieć w mokrej pieluszce- i wyrazu łaskawości tego małego szefa, to nakładanie skarpetek, śpiochów czy rajstopków przypomina walkę z dzikim dzikiem:) Mały ma ubaw jak nic. Czasem nagle się uspokaja, podaje jedną nóżkę, potem drugą, normalnie aniołek. I w ciągu sekundy zwiewa z maty do przebierania uśmiechnięty od ucha do ucha, ze udało mus ie mamę przechytrzyć. Czy to wewnętrzny gen brojenia czy może kwestia przekory? Nie mam pojecie czy w niemowlętach w 6 miesiącu budzi się coś takiego, ale pewnie wiąże się to z kwestią nabywania kolejnych umiejętności i co najważniejsze odkrycia możliwości skoordynowanego poruszania własnym ciałem. W każdym razie nakładanie skarpetek na ruchomy cel mam już opanowany. Kto wie, może kiedyś zrobimy zawody w tej dyscyplinie?
Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.