Trzecia noc po porodzie

Największy strach i bólu zawsze toczy się wokół małego życia mieszczącego sie w tym małym, kilkudziesieciocentymetrowym i kilku kilogramowym ciałku. Nagle cały świat, ba nawet wszechświat zamknięty zostaje w tej małej istotce. I prawda jest taka, ze nie liczy się nic i nikt- tylko ta mała kruszynka.
Pierwszy raz poczułam to już w szpitalu, kiedy mój skarb przyszedł na świat. Poród był dla mnie wyjątkowo traumatycznym przeżyciem- nie należał do najłatwiejszych. Naturalny- co to ma wspólnego z naturalnością, gdy ból rozrywa Cię na kawałki? W końcu spotkaliśmy się- ja i moja kruszynka. Pomimo strasznego bólu zajmowałam się synkiem, karmiłam, przebierałam i ból łagodniał pod wpływem cudownych pastylek przeciwbólowych, czopków i innych specyfików. Maluszek jednak zaczął mieć problemy. Nie wszystko było piękne i kolorowe. Mały krzyczał, mi brakowało pokarmu, jego odporność malała, mój ból się nasilał. Nasz pobyt w szpitalu przedłużał się a każda kolejna nieprzespana od porodu godzina zdawała się wydłużać niemiłosiernie. Miałam wrażenie, że szarpiemy się ze sobą- ja i ta mała istotka. Po trzeciej nieprzespanej dobie, kiedy cały oddział pogrążył się w nocnej ciszy moje dziecko krzyczało  wniebogłosy. Wezwałam na pomoc położną, zadzwoniłam po pomoc. Czekałam, próbując uspokoić maluszka. Krew ciekła mi po nogach. Odłożyłam go, żeby posprzątać po sobie. Do tej pory pomagały mi cudowne kobiety, uśmiechały się i powtarzały, że wszystko potrzebuje czasu, cierpliwości. I zawsze tak było, każdy problem szybko się rozwiązywał. Kiedy na nie patrzyłam, wiedziała, że ból w końcu mienie i rzeczywiście maluszek i ja wreszcie znajdziemy wspólny język. Czekałem na pomoc ale nikt się nie zjawiał. Maluszek przestał płakać. Trzymając sie ściany przebyłam te wielką drogę, wydawał mi się taka długa a było to przecież kilka metrów. Przy stanowisku położnych nikogo nie było. Po moich głośniejszych: ” jest tu kto?” nagle usłyszałam jakiś pomruk. Zaspana dziewczyna, niewiele starsza ode mnie podniosła się z legowiska dwóch zsuniętych foteli. Mina wyraźnie sugerowała, że jest wściekła. Jakim prawem ją budzę. Poprosiłam o pomoc z maluszkiem. Kazała go karmić butelką. Tłumaczyłam, że mały dostał już pierś bo mam pokarm. Ta krzyknęła, że wie co robi bo to ona jest położną. Nakarmiłam syneczka a ten zaczął wymiotować. Nie pomogła mi tylko stwierdziła: „Teraz tylko proszę nie zasnąć przypadkiem, tylko dziecko pilnować|” i poszła sobie zostawiając mnie zrozpaczoną z maleństwem. Co miałam robić? Siedziałam nad maluszkiem, który smacznie zasnął i płakałam.  modliłam się, żeby mu tylko nic nie było. Skąd miałam wiedzieć co robić? Na położną, jedyną na oddziale liczyć nie mogłam.To była moja 3 nieprzespana noc.  Kiedy zrobiło się jasno, pamiętam rękę na ramieniu dziewczyny, która leżała obok. Pocieszyła, powiedziała żebym się nie martwiła i żebym się zdrzemnęła. Ona wstała i jak coś to przecież mnie obudzi a małemu nic nie jest i wszystko będzie dobrze. Dopiero kiedy wróciłam do domu poczułam, że się z maluszkiem dopasowujemy, że jesteśmy zgrani i nierozłączni. Powikłania po ciężkim porodzie leczę do dziś, chociaż to już kilka miesięcy po. Nie wiem kim była ta dziwna kobieta- szczęście tylko, ze nic nam obojgu się nie stało. Dzisiaj, gdy jestem w pełni sił, cieszę się, że jej nie spotkałam. I mam nadzieję, ze nie spotkam- bo wciąż czuję złość i zal. Nie wybiera się zawodu, który ma pomagać kobietom po porodzie, żeby im jeszcze dodawać bólu.
Mama wielu pasji, zawsze zajęta jakimiś nowymi pomysłami i projektami. Uwielbiam odkrywanie świata z moimi dziećmi, naukę poprzez zabawę, kreatywne niespodzianki i wspólne gotowanie. Blog to miejsce, w którym dzielę się własnymi doświadczeniami i wiedzą! Zapraszam!

3 Comments

  1. Też jestem z Poznania i za około dwa miesiące będziemy rodzić 🙂 Możesz powiedzieć, czy pisałaś tu o szpitalu Raszei? Bo to na niego się zdecydowaliśmy po wielu pozytywnych opiniach jakie znalazłam w internecie

  2. Chyba nie ma nic gorszego w tych pierwszych kilkunastu godzinach po porodzie kiedy wszystko jest nowe i właściwie to nie wiadomo dlaczego maluch płacze, jak trafić na nieludzkie położne.. Ja miałam szczęście, przychodziły na każde zawołanie nawet w nocy i tłumaczyły, pomagały przystawiać jak młode nie chciało cyca złapać.. Położna na którą trafiłaś, nie powinna chyba w ogóle zostać położną z takim podejściem.

    Pozdrawiamy:*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.